Bucefał

Ostatni morwowiec i marzenia o„fabryce” jedwabiu

Bombyx mori, czyli jedwabnik morwowy to niepozorny nocny motyl z rodziny prządkowatych. Dzięki niemu ludzkość zyskała dostęp do cennego materiału – bardzo lekkiego, elastycznego i niezwykle wytrzymałego – jakim jest jedwab. W Bielsku i Białej, miastach tkactwa, marzono o produkcji jedwabiu. Po tych marzeniach zostały jednie pojedyncze drzewa morwowce (Morus alba), które są głównym pożywieniem jedwabników. Jeden okaz drzewa do dziś rośnie w Alejach Sułkowskiego.

Ostatni morwowiec i marzenia o„fabryce” jedwabiu Dowiedz się więcej »

„Amerykańskie” okna

Bielski modernizm jest pełen technologicznych innowacji. W kamienicy przy ulicy Wilsona 11 zaprojektowano i zamontowano w salonach niezwykle ciekawe okna — konstrukcje rzadko spotykane nawet w skali kraju. W czterech mieszkaniach zachowały się one w stanie oryginalnym, a w jednym udało się przeprowadzić ich renowację pod nadzorem konserwatora zabytków.

„Amerykańskie” okna Dowiedz się więcej »

Najkrótsza przeprowadzka świata

W latach 90 XX w. postanowiono porzucić „komunistyczne” nazwy ulic, a za razem uporządkować zawiłe sprawy własnościowe dotyczące działek w naszej dzielnicy. W konsekwencji zmieniły się nie tylko nazwy ulic, ale też numeracja budynków, co spowodowało niemałe zamieszanie. Przykładowo, mieszkańcy jednej z kamienic, nie ruszając się z miejsca, z dnia na dzień zmienili adres zamieszania z ul. Janka Krasickiego 15 na ul. Thomasa Woodrowa Wilsona 11.

Najkrótsza przeprowadzka świata Dowiedz się więcej »

Jan Brachaczek: – Kiedyś było tu więcej ogrodów niż budynków.

Mało kto jest w stanie dzisiaj uwierzyć, że kiedyś
było tutaj więcej ogrodów niż budynków. Nie było samochodowego mostu na Białej, tylko
pieszy Krzywy Mostek, a od budynków na obecnej ul. Wilsona aż do „Okrąglaków” były
same ogrody. Tam był nasz żywioł! Wszędzie, gdzie teraz stoją budynki z czasów
komuny, były sady, ogrody, bunkry – czyli nasze miejsca zabaw. Tam, gdzie jest teraz Instytut Włoski, jeździliśmy na nartach. Górka była niewielka, śmialiśmy się, że jak tyły nart były na szczycie, to przody już u podnóża! Jak wracaliśmy ze szkoły, rzucaliśmy teczkę gdzieś w kuchni i biegaliśmy po tych ogrodach do wieczora.

Jan Brachaczek: – Kiedyś było tu więcej ogrodów niż budynków. Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry